| .: Abraham i Szlama Dragonowie |
|
Kiedy dokładnie przybyliście do obozu? Szlama: Do Auschwitz dotarliśmy po dwudniowej jeździe pociągiem w transporcie liczącym 2500 Żydów z getta w Mławie. To było 7 grudnia 1942 roku, w wigilie święta Chanuka. Czy mogliby Panowie opisać selekcję?
Abraham: Przyjechaliśmy w nocy i zobaczyliśmy pole usiane reflektorami, które oświetlały cały pociąg. Tam nas rozdzielili. Przeprowadzili selekcję. Dokąd zabrano tych 200 mężczyzn, którzy zostali po selekcji? Abraham: Nie wchodziliśmy w ogóle do Auschwitz. Zabrano nas do obozu BIb w Birkenau. Kiedy szliśmy do Birkenau, niebo było czerwone, bo nie było wtedy jeszcze urządzeń spaleniskowych, tylko doły. W powietrzu unosił się zapach palonych ciał. W dniu naszego przybycia jeszcze nie wiedzieliśmy, skąd ten ogień. Dopiero po paru dniach stało się dla nas jasne, co się tam działo. Zaprowadzili nas do bloku 25. Starszy bloku (Blockältester) nazywał się Pinkas Co wydarzyło się pierwszego dnia w bloku 25?
Abraham: W bloku 25 umieszczano każdego, kto przyszedł do obozu, zanim jeszcze przydzielono ludzi do pracy. Siedział tam syn Grunbauma, który działał w podziemiu w Hiszpanii. Byliście więc nowym Sonderkommando? Abraham: Tak, zupełnie nowym, nie został nikt ze starego składu. - Później w "Saunie" wytatuowano nam numery. Kiedy po raz pierwszy zatrudniono Was jako Sonderkommando? Szlama: W bloku 2 byliśmy zamknięci do rana następnego dnia. To było 10 grudnia 1942 roku. Po wyjściu wszystkich komand do pracy, do bloku przyszedł Moll i rozkazał: "Sonderkommando, wystąp!" W ten sposób dowiedzieliśmy się, że zostaliśmy przydzieleni do szczególnego komanda i że nie będziemy pracować w fabryce gumy. Nie wiedzieliśmy, do jakiej pracy chciano nas zatrudnić i co to za komando, ponieważ nikt nam niczego nie wyjaśnił. Na rozkaz Molla ustawiliśmy się przed blokiem w pięcioosobowych rzędach. Otoczyli nas esesmani z psami i eskortowali obie stuosobowe grupy z obozu w Birkenau w kierunku wsi Brzezinka. Już z daleka zauważyliśmy dym i czuliśmy fetor palonego materiału. Ale nie mogliśmy nawet przypuszczać, co tam zobaczymy. Jeszcze nic nie wiedzieliśmy. W którym miejscu w Brzezince stal ten barak podobny do stajni i wiejski dom, który Panowie opisujecie?
Abraham: To miejsce nazywało się Brzezinka, po polsku "brzozowy las". Było to około kilometra od naszego baraku w Birkenau. 0 co właściwie chodziło z tym domem? To była komora gazowa. Jak wyglądała? Szlama: Maty domek kryty słomą. Okna wyłożone kamieniami. Nad drzwiami wejściowymi wisiał napis ,Achtung, Hochspannung, Lebensgefahr" (Uwaga, wysokie napięcie, zagrożenie życia). W środku znajdowały się cztery pomieszczenia w największym z nich w ścianie były dwa okienka. Trzy pozostałe miały tylko po jednym okienku. Te okienka można było z zewnątrz zamknąć drewnianymi drzwiczkami. Każde pomieszczenie miało osobne wejście. Napis "Achtung, Hochspannung, Lebensgefahr" był widoczny tylko wtedy, kiedy drzwi były zamknięte. Za drzwiami był następny napis: "Zum Bad und Desinfektion" (Do kąpieli i dezynfekcji). Skazani na śmierć widzieli w komorze także drugi taki sam napis znajdujący się na drzwiach do komory. W jaki sposób wprowadzano gaz do środka? Szlama: Było tam takie małe okienko w bocznej ścianie. Na początku w ogó1e go nie widzieliśmy. Do gazowania ludzi nie potrzebowano całego Sonderkommando. Najczęściej odbywało się to nocą. Wybierali około 20 więźniów z komanda, którzy mieli pomagać przy tej robocie. Samym gazowaniem zajmowali się esesmani. Ludzi przywożono do baraku ciężarówkami. My pomagaliśmy chorym zsiąść z samochodu i rozebrać się. Wszyscy musieli się rozebrać w baraku. Baraki i teren pomiędzy nimi otoczony był przez SS z psami. Nadzy ludzie musieli następnie biec z baraku do komory gazowej. Esesmani stojący przy drzwiach popędzali ich kijami. Natychmiast po zapełnieniu komory esesmani zamykali drzwi i jeden z nich nakazywał swojemu asystentowi rozpocząć gazowanie. Mowil: "Machen Sie das fertig" (niech Pan to skończy). Z samochodu Czerwonego Krzyża, który przyjeżdżał za kolumną ludzi przeznaczonych do zagazowania, wyjmował puszkę z gazem, młotek i specjalny nóź. Nakładał maskę przeciwgazową, młotkiem i nożem otwierał puszkę i wsypywał jej zawartość przez okienko do komory gazowej. Potem okienko zamykano. Puszka z gazem była metalowa, z żółtymi nalepkami, dokładnie taka sama, jak te stosowane później w krematorium. Puszkę, młotek, nóź i maskę wkładał z powrotem do samochodu. Niemcy nazywali ten samochód "Sanka". Sam nieraz słyszałem, i jak pytali: "Ist der Sanka schon hier?" (czy Sanka już jest?) Po akcji odjeżdżali sanitarką, a nas prowadzono z powrotem do bloku. Nie wiem, jak to było wcześniej, ale po gazowaniu obok komory bunkra pozostawała na noc warta SS. Czasami bunkier zostawiano bez nadzoru zdarzały się wtedy kradzieże skrzyń ze złotymi zębami, które przechowywano w barakach wraz z innymi rzeczami. Następnie przenosiliście zwłoki do dołów? Szlama: Tak. Dali nam maski przeciwgazowe i przez drzwi z napisem "Zur Desinfektion" (do dezynfekcji), za którymi oczywiście nie przeprowadzano żadnych dezynfekcji, wyciągaliśmy zwłoki na zewnątrz. Lorami zawoziliśmy zwłoki do dołów i tam je wrzucaliśmy... Jak wyglądały zwłoki po gazowaniu? Szlama: Kiedy otwarto drzwi po gazowaniu, zwłoki leżały jedne na drugich, stłoczone ciasno warstwami, inne stały prosto. Często na wargach zagazowanych widziałem coś białego. W komorze gazowej było strasznie gorąco, wyczuwało się słodkawy smak gazu. Czasami po wejściu do komory słyszeliśmy jeszcze czyjeś jęki, zwłaszcza wtedy, kiedy zaczynaliśmy z komory wyciągać zwłoki za ręce. Raz znaleźliśmy żywe niemowlę, które było zawinięte w poduszkę. Głowa dziecka też znajdowała się w poduszce. Kiedy ją odsunęliśmy, dziecko otworzyło oczy. Więc jeszcze żyło. Zabraliśmy zawiniątko do Oberscharführera Molla meldując, że dziecko żyje. Moll zaniósł je na skraj dołu, położył na ziemi, przydeptał szyjkę i wrzucił do ognia. Na własne oczy widziałem, jak przydeptał to dziecko. Ruszało rączkami. Nie krzyczało, wiec nie mogłem stwierdzić, czy jeszcze oddychało. W każdym razie wyglądało zupełnie inaczej, niż inne zwłoki. Jak długo trwało wyciąganie zwłok z komory? Szlama: Pracowaliśmy prawie cały dzień. W jaki sposób wyciągaliście zwłoki z komory? Szlama: Rękami. Na początku czterech ludzi wyciągało jedno ciało. To denerwowało Molla. Podkasał rękawy i wyrzucał zwłoki przez drzwi na zewnątrz. Mimo tej demonstracji, której nam udzielił, powiedzieliśmy, że nie widzimy możliwości takiej pracy. Wtedy pozwolił nam pracować po dwóch. Co się działo po wrzuceniu wszystkich zwłok do dołów? Szlama: Po wyjęciu zwłok musieliśmy wyczyścić domek, podłogę wymyć woda, wysypywano trociny, a ściany bielono. Kiedy wszystko już było gotowe i uprzątnięte, widzieliśmy, jak Niemcy polewali zwłoki benzyną. Zwoływali nas i zanim jeszcze ustawiliśmy się dookoła i czekaliśmy na odprowadzenie do Birkenau, widzieliśmy, jak rozpalano ogień. Ogień rozprzestrzeniał się od góry, a my wracaliśmy do swojego bloku. Czyli to esesmani rozpalali ogień?
Abraham: Ogień rozpalali Niemcy, oni także wsypywali gaz. Wszystko robili Niemcy. Jak odbywał się przydział pracy dla 200 osób?
Szlama: Część musiała zbierać ubrania. Rzeczy, które zostały w barakach po zagazowanych ludziach, były sortowane przez osobną grupę więźniów i przewożone do "Effektenkammer" w Auschwitz. Druga grupa wyciągała zwłoki na lory, a inna wrzucała je do dołów. Kilku więźniów musiało wyrywać złote zęby, zbierać włosy albo okulary. Oba opisane przez Panów budynki są dość znacznie oddalone od obozu. W jaki sposób docierały tam transporty, pieszo czy koleją? Abraham: Samochodami ciężarowymi. Po naszym przybyciu, kiedy czekaliśmy na rampie, stały tam ciężarówki. Tych, których chciano wymordować, zapędzono do ciężarówek. My poszliśmy pieszo do obozu razem z tymi, którzy przeszli selekcje. Skąd było wiadomo, że to właśnie jest blok Sonderkommando?
Abraham: Więźniowie z wcześniejszego Sonderkommando też byli zakwaterowani w tym bloku. I w obozie wiedziano, że to jest Sonderkommando. W jaki sposób blok 2 odizolowany był od reszty obozu?
Szlama: Blok 2 znajdował się naprzeciwko kuchni. Wracała do niego również grupa więźniów zatrudniona przy bunkrze 1. Blok był odgrodzony ścianą i odizolowany od pozostałych odcinków obozu. Nie wolno nam było kontaktować się z więźniami z innych bloków. Proszę wyjaśnić, w jaki sposób izolowano Was od pozostałych więźniów obozu? Szlama: Każdego dnia wstawaliśmy tak samo, jak inni więźniowie idący do pracy. Ale tamci szli od bloku do bramy bez eskorty. Wartownicy nadzorowali ich dopiero od bramy. Nas eskortowało zawsze 15 esesmanów z psami od samego bloku, żebyśmy nie mogli kontaktować się z innymi więźniami obozu. Również w drodze powrotnej podprowadzali nas pod sam blok. Opisaliście Panowie sytuację, jaka panowała w okresie, kiedy nie było jeszcze krematoriów, a tylko "bunkry". Co się stało po oddaniu do użytku wszystkich czterech krematoriów? Szlama: W 1943 roku przeszliśmy z obozu kobiecego [Faktycznie z obozu męskiego, zajętego w lipcu 1943 roku przez więźniarki] w Birkenau na druga stronę, na odcinek BIId, do bloku 13, a potem 11. Później przeniesiono Panów do krematorium IV? Szlama: Tak
Mieszkaliście tam? Szlama: Tak Kiedy to było? Szlama: Gdzieś w połowie 1944 roku [koniec czerwca 1944 roku] Jak wyglądały te krematoria? Szlama: Były cztery budynki krematoriów. Każdy z nich miał swój własny ogrodzony dziedziniec, przez który prowadzono ofiary do krematorium. Mógłby Pan opisać ten dziedziniec? Szlama: Był ogrodzony drutem kolczastym pod napięciem, bardzo dobrze utrzymany, czysty, sam budynek też. Z zewnątrz nie można było poznać, że jest to krematorium. Dziedziniec był stosunkowo szeroki, więc przywożeni ciężarówkami ludzie mogli tam wysiąść i stamtąd przejść do rozbieralni wewnątrz budynku. O ile niższe były krematoria IV i V od II i III?
Abraham: Krematoria II i III miały półtora lub dwa piętra, podczas gdy IV i V tylko jedno.
Jak zachowywali się ludzie po przybyciu na dziedziniec?
Szlama: Nie przeczuwali jeszcze, że idą na śmierć i zachowywali się całkiem normalnie. Przecież esesmani mówili im, że idą do dezynfekcji. W jaki sposób ludzie wchodzili do komory gazowej? Abraham: Z tej rozbieralni ludzie przechodzili do komory gazowej przez wąski korytarz. Nad wejściem był napis "Zur Desinfektion" [do dezynfekcji]. Czy kobiety i mężczyźni wchodzili razem do komory gazowej?
Szlama: Nie, najpierw wchodziły kobiety, potem mężczyźni. Kiedy ludzie zaczynali coś podejrzewać?
Kiedy szli do komory gazowej. Zauważali, ze nie odbywało się to zgodnie z objaśnieniami. Kiedy komora się napełniła, esesmani z psami stawali przy drzwiach i z pomocą psów upychali ludzi, którzy byli już w komorze, jeszcze bardziej do środka, żeby mogło ich wejść jak najwięcej. Ci, którzy jeszcze nie weszli, zaczynali krzyczeć, esesmani reagowali biciem. Ludzie byli już przecież rozebrani i nie mieli możliwości oporu, a więc stłaczano ich, jak tylko się dało. Były właściwie dwie komory, jedna dla większej ilości osób i mniejsza dla mniejszych transportów.
Szlama: Tak, były dwa pomieszczenia służące za komory gazowe i jedno jako rozbieralnia. Każda z komór miała osobne drzwi. Z rozbieralni prowadził korytarz - na wprost znajdowały się drzwi do większej komory gazowej, a kiedy skręciło się w prawo - do mniejszej. Duża komora gazowa była dwa razy większa od małej. [Dalsza część na kolejnej stronie]
- - - - - - - - - - - - - - - - - - |
|---|
|
|