| .: 16/17.03.1944 - Ucieczka kierownictwa Związku "Orzeł" |
|
Uciekinierzy:
Mieczysław Osiński
Ucieczka, o której mówi ten fragment miała miejsce w nocy z 16/17.03.1944 r., a tych trzech więźniów, których brakowało na porannym apelu to kierownictwo Związku "Orzeł": Kazimierz Maliński, Paweł Dąbek i Mieczysław Osiński. Cofnijmy się jednak o parę miesięcy wstecz. Otóż w październiku 1943 r. kierownictwo Związku "Orzeł" przystąpiło do opracowania planu odbicia obozu przy pomocy zewnętrznych oddziałów partyzanckich. Prace nabrały tempa po wydarzeniach z 3.11.1943 r. - "Krwawa Środa" - gdyż obawiano się, że po wymordowaniu Żydów przyjdzie czas i na pozostałych więźniów. Jednak negatywne ustosunkowanie się Lubelskiej Komendy Okręgu AK do całej akcji spowodowało, że do odbicia obozu nie doszło. Mimo fiaska planu odbicia obozu, kierownictwo Związku "Orzeł" nie zamierzało się poddać. Nowy plan przewidywał zbiorową ucieczkę jednak już bez pomocy z zewnątrz. Sprzymierzeńcem uciekinierów miała być śnieżyca, której od tego momentu z utęsknieniem wypatrywano. Napięcie rosło z dnia, na dzień. Więźniowie wtajemniczeni w plan ucieczki zaczynali się niecierpliwić, o akcji wiedziało co raz więcej osób, a to groziło dekonspiracją.
Nowy plan na ucieczkę pojawił się wraz z grupą około osiemdziesięciu kobiet pracujących w koszykarni, na IV polu, przy wyplataniu koszyków. Kommando to, przychodziło na IV pole rano i wychodziło wieczorem, gdy już wszystkie męskie kommmanda znajdowały się na polu. "Otwierała się wtedy brama i oddział kobiet, jak każda inna kolumna , maszerował piątkami, a stojący przy budce wartownik przeliczał ich stan.
Jednak i ten plan nie powiódł się. Paweł Dąbek pracował w kommandzie, które jeździło do miasta, do zajazdu przy ulicy Świętoduskiej (dziś Hanki Sawickiej) po nawóz dla Gartnerei. Jego towarzysze z zewnątrz mieli dostarczyć mu w umówione miejsce broń i granaty, które ten miał następnie przewieść do obozu. Nie dostarczenie broni przekreśliło całą akcję. Jednak to nie wszystko. Od pewnego czasu więźniarki z kobiecego kommanda zaczęto wypuszczać nie bramą, lecz furtką, nie piątkami a pojedynczo. Być może doszło do wsypy, albo był to po prostu zbieg okoliczności. Znamienny jest fakt, że nikogo w tej sprawie nie pociągnięto do odpowiedzialności. Po niepowodzeniu akcji z kobiecym kommandem, dzięki sprzyjającym warunkom (padający przez kilka dni śnieg), powrócono do poprzedniego planu. Saperskie nożyce do cięcia drutu dostarczył Paweł Dąbek, który dostał je na Świętoduskiej. Po przewiezieniu ich do Gartnerei Dąbek, Maliński i Osiński rozkręcili je i przeszmuglowali na pole. Nożyce zorganizował także Mikołaj Caban, a Robert Skrzypczak dostarczył obcążki. Wykrystalizowała się następująca grupa uciekinierów: Mikołaj Caban, Paweł Dąbek, Stefan Drozd, Józef Furtak, Stefan Iwanek, Antoni Łopatek, Kazimierz Maliński Bolesław Marchewka, Mieczysław Osiński, Wiktor Piątkowski, Jan Szarzyński, Robert Skrzypczak, Stanisław Wrzos i Tadeusz Czajka.
Przed kolejną próbą ucieczki plan uległ małej korekcie, otóż uciekinierzy zamierzali sforsować druty nie jak poprzednio na końcu pola, a od strony bramy sądząc, że Niemcy najmniej będą spodziewać się takiej zuchwałości. Terminu pierwszej jak i drugiej próby ucieczki nie da się dokładnie ustalić. W przybliżeniu miało to miejsce pod koniec lutego, lub na początku marca 1944 r. Drugie podejście do ucieczki także zakończyło się fiaskiem. Grupa - w tym samym składzie osobowym - musiała znowu zawrócić spod drutów. Nie na darmo mówi się - do trzech razy sztuka. Mimo wcześniejszych niepowodzeń w nocy z 16/17 marca 1944 Kazimierz Maliński, Paweł Dąbek, Mieczysław Osiński uciekli z lubelskiego obozu. Wykorzystali zawieję śnieżną, okryci białymi prześcieradłami, podczołgali się pod ogrodzenie blisko budki strażniczej od strony wsi Dziesiąta. Przygotowanymi nożycami saperskimi przecięli druty ogrodzeń i pełzając dostali się do granicy obozu, gdzie po przecięciu drutów ostatniego ogrodzenia wydostali się poza obóz. |
|
|