| .: 28.03.1944 - Ucieczka kanałami |
|
Uciekinierzy:
Henryk Srebrzycki-Silberspitz Plan i przebieg ucieczki
Plan ucieczki kanałami zrodził się w głowie W. Gałasińskiego już w sierpniu 1943 r. Pomysł ten podsunął mu pewien starszy więzień, który razem z nim pracował w komandzie, a obecnie już nie żył. Długo trzymał go w tajemnicy, nie wierząc zbytnio w jego powodzenie, ale 27 marca 1943 r. przedstawił go R. Skrzypczakowi i S. Drozdowi. Ci następnie skontaktowali się z J. Sarzyńskim "Dziadkiem", który nie do końca przekonany był co do powodzenia ucieczki, jednak zgodził się wziąć w niej udział. Do całej akcji R. Skrzypczak wciągnął T. Czajkę, ten z kolei W. Piątkowskiego. Cała akcja miała być poprzedzona gruntownym rozpoznaniem i zdobyciem planów kanału. Jednakże jeszcze tego samego dnia przygotowania do ucieczki nabrały rozpędu. Wtedy to, za pośrednictwem robotnika wolnościowego, w ręce J. Sarzyńskiego dostał się plakat, na którym figurowało 12 nazwisk Polaków powieszonych w odwet za zabicie w Chełmie siedmiu gestapowców. Na plakacie tym widniało m.in. nazwisko J. Sarzyńskiego i M. Cabana. Egzekucja wykonana 26 marca, nie wróżyła nic dobrego tym, co znaleźli się na tej liście. Postanowiono działać więc jak najszybciej. Dzień ucieczki wyznaczono na 28 marca. Po zbadaniu studzienek przez M. Cabana i W. Gałasińskiego ustalono czas ucieczki na popołudnie. O planowanym terminie ucieczki powiadomił T. Czajkę R. Skrzypczak w czasie przerwy obiadowej. J. Sarzyński, R. Skrzypczak, S. Iwanek, W. Gałasiński, S. Drozd, M. Caban znajdowali się w Gärtrenei, zaś T. Czajka i W. Piątkowski na IV polu. Problem tkwił w tym, że T. Czajka nie mógł opuszczać pola. Zadecydowano więc wtajemniczyć H. Srebrzyckiego, któremu udało się przeprowadzić T. Czajkę przez bramę na polu.
Uciekinierzy podzielili się na 2 osobowe grupy, z których każda miała jakieś zadanie do wykonania. Pierwsza dwójka, to jest M. Caban i R. Skrzypczak, miała wejść do studzienki i czołgając się kanałem przepiłować kraty, torując tym samym drogę następnym. Najbardziej niebezpieczne było pokonanie pierwszych trzech studzienek położonych na terenie Gärtnerei, gdzie mogli znajdować się zarówno SS-mani, jak i kapo. Tak więc zadaniem drugiej dwójki - S. Drozda i W. Gałasińskiego - było ubezpieczanie pracujących w kanale. Mieli oni śledzić posuwanie się pierwszej dwójki, ostrzegać ją przed ewentualnym niebezpieczeństwem i w miarę możliwości usuwać niespodziewane przeszkody. Mieli oni także, po ich przejściu przez trzecią studzienkę, zameldować o tym "Dziadkowi", a następnie wejść do kanału. - No, Stefan - bełkoce kapo - keine wodka? Z opresji uratował go "Dziadek", który przyszedł z kolejną połówką, po czym dał znak S. Iwankowi do opuszczenia cieplarni. Sam także po chwili ją opuścił pod pretekstem konieczności nadzorowania więźniów przy pracy. Następnie obaj skierowali się do kanałów. Po sforsowaniu trzeciej studzienki przez jedynkę S Drozd, W. Gałasiński i S. Iwanek weszli do pierwszej studzienki. "Dziadek", jako jedyny wszedł od razu do trzeciej studzienki, która w żaden sposób nie była osłonięta. - Jak na mój wiek - myśli - trochę za długa trasa. Zaryzykuję wejście od razu do trzeciej studzienki. Im nie mogłem pozwolić - usprawiedliwia się - młodzi lubią szarżować. Ja będę ostrożny. W kanale bulgot, chlupot i ciężkie dyszenie. [...] pełzną dalej. [...] Głowę trzyma się, a raczej stara się trzymać nad płynącą cieczą. Pomaga się łokciami, ale rura jest wąska i okrągła, łatwo ześlizgnąć się. Wszędzie pełno mułu i szlamu - i w kieszeni, i pod ubraniem, i na twarzy. Śmierdzi dosyć wyraźnie.
Do studzienki pierwszej dotarło również trzech więźniów z pola tzn. W. Piątkowski, H.Srebrzycki i T. Czajka. W odstępach 10-cio minutowych w kolejności jw. weszli do studzienki. Czołgali się w odstępach kilkunastu metrów od siebie, zabezpieczając się przed zbytnim spiętrzeniem wody. Najbardziej odpowiedzialne zadanie miała jedynka, która piłowała kraty w kanale (takich miejsc było 10, w tym 8 na terenie obozu). Od ich wytrzymałości zależało powodzenie ucieczki. Nie wiem, co myślał, gdy szedł na pomoc koledze. Czy zastanawiał się, że będzie musiał czołgać się pod prąd, a potem wracać tyłem? Teraz to już nieważne. Stefan żyje...
Kiedy miał miejsce te wydarzenia, S. Iwanek był między ósmą a dziewiątą studzienką, tuż za nim był W. Piątkowski. H. Srebrzycki i T. Czajka znajdowali się miedzy siódmą a ósmą. Dopiero teraz zdaję sobie sprawę z naszego wyglądu. Jesteśmy mokrzy, straszliwie umorusani, z wydartymi kolanami, zakrwawieni, w samych marynarkach... [...] Nikt, kogo spotkamy, nie weźmie nas za zwykłych przechodniów. Droga ta prowadziła m.in. obok zapasowej bramy Majdanka, którą w tym właśnie momencie wracało komando z pracy pod eskortą samego Antona Thumanna. Mimo grożącego im niebezpieczeństwa nie mogli schować się, czy jak gdyby nigdy nic zawrócić. Każdy nienaturalny gest, czy ruch zwróciłby uwagę SS-manów i Thumanna, co przyniosłoby katastrofalne skutki, zważywszy na to, że część uciekinierów miała znaczone olejną farbą ubrania cywilne. Thumann ciągle jeszcze stoi. Pozna, nie pozna? Wystarczy, że będzie miał wątpliwości i podjedzie bliżej. Decydujemy się. Ruszamy wolno ze wzrokiem utkwionym w jeźdźcu. Zacina konia. Nie, nie w naszym kierunku. Do abramowickiego lasu dotarli, gdy zapadał już zmrok. W tym też momencie z Majdanka odezwały się syreny alarmowe informujące o ucieczce. Pogoda sprzyjała uciekinierom - padał śnieg, który zacierał ich ślady. Na przeciwnym skraju lasu natrafili na chatę życzliwego gospodarza, który ich nakarmił, zaopatrzył w ubrania i wskazał drogę do wsi Skrzynice, gdzie Witek znał gospodarza o nazwisku Maliszewski. Szli lasem, trzymając się blisko drogi aby nie zabłądzić.
Ta noc decydowała o wszystkim. Należało jak najdalej odskoczyć od Lublina, jak najgłębiej zaszyć się w lesie. O świcie dotarli do wsi Skrzynice, gdzie zostali przyjęci przez znajomego W. Piątkowskiego, pana Maliszewskiego. Przebywali tam do czwartku, kiedy na wieść o pojawieniu się Niemców we wsi uciekli do lasu. Cała ósemka była wyczerpana, miała opuchnięte i poranione nogi. Z trudem się poruszali. Napotkanego w lesie mężczyznę prosili o sprowadzenie sań. Mężczyzna długo nie wracał, bojąc się o to, że mógł powiadomić Niemców powzięli decyzje o dalszym marszu. Trafili do gajówki, gdzie miejscowy oddział partyzancki wziął ich za szpicli, których Niemcy wypuścili z Majdanka. Tłumaczenia na nic się zdały i zostali przewiezieni do wsi Żuków. Po nocy spędzonej w stodole zostali wypuszczeni dzięki temu iż rozpoznał ich Paweł Dąbek, który razem z T. Czajką, S. Drozdem, W. Piątkowskim, J. Sarzyńskim, R. Skrzypczakiem należał na Majdanku do Związku "Orzeł". Zaczął się nie tylko nowy dzień, zaczął się Nowy Czas.
Obóz S. Iwanek - po opuszczeniu kanału udał się w stronę Lublina. Trafił na gospodarzy, którzy ofiarowali mu cywilne ubranie. Idąc ulicą 1 maja wpadł na niemieckiego żołnierza, fakt, że ten wziął go za pijanego uratował go od wpadki. Dotarł do mieszkania siostry - Krystyny przy ul. Dolnej Panny Marii. Nie zastawszy nikogo ruszył do wsi Sługocin do swojego kuzyna Edwarda Reszki. |
|
|